Wywiad dla strony Anywhere


Na stronie anywhere.pl pojawił się wywiad z Magdą zatytułowany „Bez telewizyjnej maski”, który jest przeplatany najnowszymi zdjęciami wokalistki autorstwa Justyny chrzanowskiej. W rozmowie z Jakubem Milszewskim Magda opowiada między innymi o tym w jakich programach brała udział oraz o Konkursie Piosenki Eurowizji. Oto jego fragment:
Jeśli myślisz, że nigdy nie słyszałeś i nie widziałeś śpiewającej Magdaleny Tul, to tak ci się jedynie wydaje. Tak naprawdę zna ją cała Polska, bo każdy widział ją chociaż raz na ekranie telewizora, ale niekoniecznie zdaje sobie z tego sprawę. Teraz wokalistka zamierza to zmienić.
Zacznijmy od telewizji. Przewinęłaś się przez wiele programów: swoją przystań masz w „Jaka to melodia?”, trzy razy startowałaś do Eurowizji i raz udało ci się dostać do koncertu finałowego w Düsseldorfie, byłaś w „Voice of Poland”. Cały czas próbujesz, ale nigdy nie udało ci się dojść do samego końca. Upatrujesz w telewizji miejsca dla siebie?
Do Warszawy z Trójmiasta wyjechałam już ze swoimi piosenkami. Dokładnie wiedziałam, po co tam jadę. Kiedy jednak zderzyłam się z tym biznesem po raz pierwszy, okazało się, że to nie jest takie kolorowe i trzeba szukać różnych rozwiązań. Moim pierwszym rozwiązaniem były teatry. Znajomi aktorzy szepnęli mi, że dobrym miejscem na start jest Studio Buffo – zatrudniają tam nie amatorów, ale też jeszcze nie profesjonalistów. Po serii castingów udało mi się tam dostać. Nabrałam doświadczenia, poznałam ludzi i zobaczyłam, jak to działa. Pamiętam, że kiedy na korytarzu mijały mnie bardziej doświadczone koleżanki, opowiadając sobie nawzajem, że mają dzisiaj „dżoba”, zastanawiałam się, jak tego „dżoba” sobie złapać, obserwowałam wszystko z boku i powoli zaczęłam wchodzić w te tryby. Telewizja wzięła się właśnie z teatru, bo któregoś dnia na musical „Metro” przyszedł Robert Janowski i stamtąd mnie wyciągnął. Najpierw zadzwonił do mnie do Gdańska i zaprosił na casting do musicalu „Notre Dame de Paris”. Spotkaliśmy się w studio, nagraliśmy jakieś demówki. To było studio Winicjusza Chrósta, dla mnie ważne, bo potem wróciłam do niego nagrywać pierwszą płytę. Dla młodej dziewczyny to było kultowe miejsce – te wszystkie złote płyty na ścianach robiły wrażenie. Z tego musicalu jednak nic nie wyszło. Następną wiadomością od Roberta była informacja o castingu do „Jaka to melodia?”. Na początku potraktowałam to jako żart. Program znali wszyscy, sama zasiadałam czasem przed telewizorem kiedy wracałam ze szkoły i nie było co robić. Zawsze jednak niestety kojarzył mi się z kiczem. Ale pozwoliłam sobie przespać się z tą propozycją i pomyślałam „dobra, pojadę”. Kiedy pojawiłam się na castingu i zobaczyłam same znane, drugoplanowe twarze, na przykład chórzystów bardzo znanych wokalistek, choćby od Maryli Rodowicz, to pomyślałam, że to chyba coś fajnego, skoro wszyscy chcą tu śpiewać. Casting przeszłam i tak zaczęła się moja przygoda z telewizją. Byłam przekonana, że potrwa to rok, góra dwa.
Wywiad w całości możecie przeczytać go klikając tutaj.